Od Aureil do Miry "Wspólny początek" cz 3
- Wiem o tym, ale mimo wszystko, miło mi cię poznać Mira. Jestem Aureil. - Również się przedstawiłem z uśmiechem. - Wiesz gdzie idziemy? - Zapytałem patrząc to na jej rękę która mnie trzymała, to na drogę przed nami.
- Jak na razie jak najdalej od tego, co wydało te wcześniejsze dźwięki. - Odpowiedziała, ciągle mając na twarzy mały, delikatny uśmiech. Mimo wszystko kątem oka widziałem jak patrzyła za nami czy nic za nami nie podąża.
- To dobry pomysł. - Przytaknąłem i delikatnie ścisnąłem jej dłoń. Popatrzyła na mnie, chyba lekko zaskoczona, ale nic nie powiedziała, tylko szliśmy dalej.
Droga ciągnęła się i ciągnęła. Choć mnie to aż tak nie przeszkadzało, zwłaszcza że potrafię widzieć w ciemności, to Mira denerwowała się coraz bardziej. Nie było tego widać na pierwszy rzut oka, cały czas zachowywała się spokojnie, a kiedy widziała na sobie moje spojrzenie, uśmiechała się. Widziałem jednak drobne ruchy jej ciała, oraz chwilowe zmiany w mimice które świadczyły o rosnącym zdenerwowaniu. Czuła się odpowiedzialna teraz nie tylko za siebie, ale też za mnie. Było to… bardzo frustrujące. Zamiast jakoś jej pomóc, to tylko dołożyłem jej zmartwień. Nie wiedziałem jednak co mógłbym w tej sytuacji zrobić pożytecznego. Kiedy widziałem że zaczyna się frustrować, troszeczkę zwiększałem uścisk na dłoni. Nie wiem czemu, ale widziałem że w jakiś sposób ją tu uspokaja, co mnie też podnosiło na duchu. Nie chciałem by zamartwiała się za wiele.
- Przed nami są drzwi. - Powiedziałem i wskazałem na koniec korytarza który był obok.
- Możesz widzieć w ciemności? - Zapytała lekko zaskoczona, ale szybko jej przeszło. - Cóż, patrząc na ciebie nie jest to aż takie dziwne. - Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć więc tylko uśmiechnąłem się niezręcznie. Mira pokręciła głową z uśmieszkiem i we dwoje zaczęliśmy iść w kierunku drzwi.
Drzwi były spore, na około dwa i pół metra. Dla mnie były bardzo duże. Zastanawiałem się czy damy radę je otworzyć, oraz czy to bezpieczne, jednak na Mirze chyba nie zrobiły takiego wrażenia by podeszła do nich i zaczęła otwierać. Na początku napotkała opór, ale ostatecznie drzwi ustąpiły, a do naszych oczu dostało się pierwszy raz od dawna światło słoneczne. Miałem szczęście że moje oczy bardzo łatwo przystosowują się do światła, więc nie poczułem bólu związanego z oślepieniem. Mira nie miała tyle szczęścia i masowała oczy, starając się je powoli otworzyć. Podszedłem do niej i pociągnąłem delikatnie za bluzkę by się zniżyła. Choć dalej nie patrzyła, to faktycznie trochę obniżyła tułów, a wtedy ja zabrałem jej ręce i zasłoniłem swoimi. Ludzie zawsze mówili że mój dotyk jest uspokajający, a ja zawsze chętnie z tego korzystałem. Tak samo było w tym przypadku. Na początku lekko zaskoczona moimi działaniami, ale po chwili faktycznie się uspokoiła. Ja też odetchnąłem z ulgą, że dalej miałem tę dziwną właściwość. W końcu Mira przyklęknęła by było jej wygodniej, a ja obróciłem jej głowę w stronę wejścia do ciemności, by nie patrzyła od razu na tyle światła na raz.
- Zaraz, powoli wezmę dłonie, a ty powoli otwórz oczy dobrze? Patrzysz teraz na wejście do środka, więc nie powinno cię tak porazić. - Wyjaśniłem jej. Przytaknęła, a ja powoli zacząłem zabierać ręce. Ona powoli, ostrożnie zaczęła otwierać oczy. Mimo że dalej trochę ją bolały, to widać było że teraz może bez problemu patrzeć. - Udało ci się przyzwyczaić oczy, świetnie. - Uśmiechnąłem się. - Chciałbym móc z tobą podziwiać ten piękny widok. - Ruchem głowy wskazałem na krajobraz za nami. Mira z uśmiechem przytaknęła i powoli odwróciła ciało w tamtą stronę.
Słońce wisiało na niebie, leniwie wędrując swoją trasą. Było przyjemnie ciepło, a naszą skórę głaskał lekki, delikatny, trochę chłodny wiaterek. Przed nami rozciągał się piękny widok. Obiekt był umiejscowiony na jakiejś górze i widok był naprawdę piękny. Było widać wielkie połacie terenu, a także lasy i rzekę. Jest obraz którego w naszym świecie ze świecą było szukać. Widziałem jak Mira takżę chłonie każdy kawałęk obrazu z zachwytem. Przytuliłem się do niej od tyłu, delikatnie oparłem głowę i razem z nią patrzyłem, podziwiając krajobraz.
Komentarze
Prześlij komentarz