Od Mira'Ny (Przebudzenie)
Moje powieki delikatnie drgnęły. Nikłe promienie światła i tak zdołały mnie razić, co sprawiło, że zaczęłam mrugać, aż moje oczy otworzyły się rozbudzone. Miałam ochotę przekręcić się na bok, jednak coś ograniczało moje ruchy. Miałam za mało miejsca. Zaraz... przecież...
- Libby...? L-Logan..? - zawołałam swoje przyrodnie rodzeństwo, jednak żadne z nich mi nie odpowiedziało. Nikt nie miał jak mnie usłyszeć, gdyż byłam zamknięta w kapsule. Powoli zaczęłam sobie przypominać jak się tu znalazłam. Koniec świata, panika, zagłada.. szansa na przeżycie. - Halo?! Jest tam kto? Czy ktoś mnie uwolni?! - Uderzałam dłońmi o szybę, lecz nie przynosiło to żadnych efektów. - Halo! Syrena tu usycha! Czy ktoś mnie słyszy?! - zaczęłam coraz główniej krzyczeć. Do tego czułam pragnienie, jeśli szybko się czegoś nie napiję... Nie, nie mogę wpaść w panikę. Nagle wpadł mi do głowy pomysł. Rękoma zaczęłam macać ścianki aż natrafiłam chyba na przyciski. Wcisnęłam wszystkie i pokrywa kapsuły wydała syczący dźwięk, a po chwili się otworzyła. Szklana pokrywa uniosła się do góry. Natychmiast wyszłam na zewnątrz, a raczej wypadłam i runęłam na beton.
- Ał... obym tylko nie miała potem siniaka... - Stanęłam na równe nogi, poprawiłam ubranie, włosy. Może było to niepotrzebne, ale cóż. Taki mój nawyk. Rozejrzałam się dookoła. Wokół mnie stały setki kapsuł, takich samych jak ta, z której właśnie wyszłam. Podeszłam do najbliższej w nadziei, że w środku ujrzę jedno z mojego rodzeństwa, jednak nie była to ani Libby, ani Logan, a jakaś zupełnie obca mi kobieta. Jeszcze raz rozejrzałam się wokoło i wtedy dostrzegłam idącą ku mnie postać. Chcąc zachować ostrożność cofnęłam się by w razie czego ukryć się za kapsułą. Nie czułam się za pewnie, a będąc szczerą odrobinę się bałam. Obudziłam się w zupełnie nieznanym, dość upiornym miejscu. W moją stronę zmierzała postać, nie przyjrzałam się czy to kobieta czy mężczyzna, co w sumie powinnam uczynić. Od kiedy ro jestem takim tchórzem?, zbesztana samą siebie w myślach. Zamiast wyjść na spotkanie to się chowam. Postanowiłam nie czaić się w cieniu, a wyjść na środek ścieżki między kapsułkami, w których wciąż smacznie drzemali ocaleni z katastrofy. Skoro ja przeżyłam, to znaczy, że plan się udał. Pytanie tylko: jak długo spałam?
Ktoś chętny?
Komentarze
Prześlij komentarz