Od Aureliena (Przebudzenie)

 Białowłosy, wysoki mężczyzna leżał pośród przyjemnej ciemności. A raczej nie leżał, spał sobie w najlepsze z szerokim uśmiechem na twarzy. Czy śniło mu się coś miłego? Nie. Mężczyzna miał jeden z największych koszmarów. Jednak nie przeszkodziło mu to w szczerym i szerokim uśmiechu. Widział przyszłość. Dzięki tarotowi zawsze wszystko wiedział, a to była jego tajemnica, dlaczego tak wiele wiedział. Wcześniej, przed uśnięciem miał wrażenie, że wiedział nawet więcej, ale teraz ta wiedza się zwężyła, zupełnie jakby przespał wiele lat. Niedoinformowanie było najgorszym koszmarem. Burknął cicho, nadal się szczerząc, a po chwili, na jego zamknięte powieki padło słońce. Komora w której spał otworzyła się z sykiem, co tylko spowodowało zmarszczenie przez niego brwi. Wyleciał z niej, niczym kłoda, padając z hukiem na ziemię. Zaśmiał się cicho pod nosem, nadal spokojnie śpiąc. Jednak kilka innych syknięć wydobyło się również z kapsuł w jednym czasie, przez co uchylił powiekę, mrucząc w niezadowoleniu. Rozejrzał się, uznał od razu, że było bardzo ładnie. Wstał z ziemi, drapiąc się po karku, a potem przejechał dłonią po brodzie na której miał zarost. Taki delikatny, niczym kilkudniowy. Czemu taki był, skoro miał wrażenie, że przespał kilka lat. Mruknął cicho, a potem uśmiechnął się znowu, kiwając głową. Spojrzał na siebie, miał na sobie klasycznie niebieską bluzę, białą koszulkę, czarne dresy i różowe, puchate kapcie. Już kochał swoją stylówę, całkiem o niej zapomniał. Zaśmiał się.
- O kurczę, szkieletastyczny strój, Aurelien. Ty to wiesz jak się ubierać. - powiedział, poprawiając swoje białe włosy. - A co to za ładniutkie miejsce? Trochę za jasne jak na mnie, ale ujdzie.
Wsadził dłonie do kieszeni, lekko się garbiąc, a potem oblizał suche usta. Zachciało mu się pić. Miło wspominał jakiś czarny napój z bąbelkami, który był tak słodziutki i pyszniutki. Nie wiedząc czemu, miał wrażenie, że tego tutaj nie dostanie. W jego stronę skierowała się białowłosa dziewczyneczka, niziutka jak nie wiadomo co. Zaśmiał się cicho, patrząc na nią bardzo z góry... No co zrobić, Aurelien miał ponad dwa metry... Ale był już ciekawy, co przyniosą kolejne minuty. W kieszeni wyczuł swoje nierozłączne karty tarota... To pamiętał bardzo dobrze. I tak miało zostać. Gdyby ich nie miał, zrobiłby sobie je własnoręcznie, a potem zaklął magiczną mocą... 
- Idealnie. Ciekawe, co przyniesie przyszłość, prawda? - powiedział do siebie.
Wiedział, że w tym świecie, on, tarotowa dwudziestka, zaprowadzi spokój i sprawiedliwość.
Oto obudził się Sąd Ostateczny.


(Ktosiu? :3)

Komentarze