Od Auriel do Mira'ny "Wspólny początek"
Jak tylko mira zobaczyła rzekę, od razu chciała do niej iść. Z tego co pamiętam była syreną, więc nie dziwne że potrzebowała dużo wody. Tym bardziej po przebudzeniu. Martwiłem się czy mogłaby dojść tam w swoim stanie, więc poszedłem za nią. Nawet bez tego i tak bym to zrobił, w końcu jak na razie nasza dwójka ma tylko siebie i głupotą byłoby się rozdzielać.
Kiedy już zmierzaliśmy w stronę rzeki, zwróciłem uwagę jak rozgląda się dookoła, a na jej twarzy pojawia się wyraz rozczarowania. Nie mogę się jej dziwić. Większość ludzi pewnie liczyła że po przebudzeniu czekać ich będzie bardziej… cywilizowane miejsce, a przynajmniej bardziej dla nich znajome. W kompletnie nowym świecie każdy czułby się obco i niespokojnie. Widziałem też jak zerka w moją stronę, kątem oka. Martwiła się o mnie i sprawdzała co się dzieje i jak na to wszystko reaguje. Oczywiście ja też miał wiele obaw z tym wszystkim, ale nie chciałem by się niepotrzebnie tylko jeszcze mną martwiła, więc na twarzy miałem spokojny, dodający otuchy uśmiech. Raczej działał na nią dość dobrze, bo choć zmęczenie i odwodnienie dawały się jej we znaki, to oddawała uśmiech i nie wyglądał on na wymuszony.
Po jakimś czasie kiedy w końcu udało nam się chociaż zejść z góry, Mira musiała przystanąć. Ja usiadłem obok niej i patrzyłem uważnie na jej stan, myśląc nad tym jak mogę jej pomóc. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy… Bardzo mnie to frustrowało, ale nie mogłem pozwolić by zdominowały mnie złe myśli! Dlatego cały czas starałem się podtrzymać nas na duchu, co raczej mi się udawało.
W pewnym momencie jednak zaczęły się zbliżać do nas dwie osoby. Mira od razu zareagowała i zasłoniła mnie. Od razu kazała mi uciekać jeśli byłoby niebezpiecznie i zostawić wszystko jej. Oczywiście, gdyby do czegoś doszło nie pozwoliłbym na to, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca.
Choć oczywiście nie możemy im ufać, ale wyglądali na szczerze szczęśliwych kiedy usłyszeli naszą historię. Nie wydawali się mieć też wobec nas żadnych złych intencji, więc nie miałem wyboru i musiałem im zaufać. Zwłaszcza że Mira zemdlała z odwodnienia i najlepszym rozwiązaniem byłoby zabrać ją nad rzekę, co mi samemu… niestety pewnie by się nie udało… z ich pomocą jednak było to możliwe. Wyjaśniłem im sytuację i od razu zgodzili się pomóc. Jeden z nich wziął na ręce Mirę, a drugi mnie. Spytacie dlaczego mnie? Mnie też to zastanawiało, ale szybko się przekonałem dlaczego.
Byli bardzo szybcy! I mówię tu bardzo szybcy! Na pewno szybsi niż przeciętny rowerzysta i nie wyglądało na to by nasza dwójka ich w jakikolwiek sposób obciążała. Tym bardziej ja, który pewnie ważył mniej niż Mira.
Rozmawiali między sobą i ze mną podczas biegu, choć musiałem przyzwyczaić się do ich dziwnej odmiany języka i vice versa. Ostatecznie dotarliśmy dość szybko do wcześniej widzianej rzeki. Zaprowadzili nas nad pewne miejsce. Była to plaża schowana między wielkimi skałami. Jeden z nich powiedział że pójdzie poszukać owoców by coś zjeść a drugi będzie kawałek dalej by dać nam prywatność i w razie czego, należy go wołać. Podziękowałem im pięknie i skupiłem się na Mirze.
Zostawili ją bardzo blisko wody, więc ten jeden metr byłbym wstanie ją sam poprowadzić, ale na początek ważniejsza sprawa. Jej ubrania. Nie wiedziałem jak wygląda jej przemiana, ale raczej na pewno musiałem pozbyć się dołu. Nie wiedziałem czy górę też powinienem… postanowiłem zostawić stanik. Rozebrałem więc ją, ubrania złożyłem obok, a ją samą przeniosłem bliżej wody, zanurzając ją do pasa. Następnie zacząłem nacierać całe jej ciało wodą. Syreny z tego co pamiętam, dużo wody pochłaniają przez skórę by nawodnić lepiej i skuteczniej ciało. Nie trzeba było długo czekać na efekty, bo jej skóra i cera wyglądały coraz lepiej i lepiej. W końcu też nastąpiła chwila jej przebudzenia.
- Dzień dobry, witam ponownie. - Powiedziałem z uśmiechem, chwilę po tym jak otworzyła oczy.
Komentarze
Prześlij komentarz