Od Mira'Ny do Auriel

 - Woda... widzę wodę... Muszę tam iść. - Gdy tylko dostrzegłam rzekę w oddali poczułam jak bardzo jestem odwodniona. W jednej chwili zapomniałam o pięknie tego nowego świata. Chociaż z moją mobilnością było lepiej, to i tak chodzenie nie szło mi za dobrze. Moje nogi nadal były odrętwiałe. - Ciekawe, czy mój ogon też będzie taki odrętwiały... - mruknęłam z niezadowoloną miną, jednak odgoniłam od siebie negatywne myśli.
Powoli szliśmy w kierunku rzeki, to znaczy ja do niej zmierzałam, a chłopiec szedł za mną. Nie chciałam go spławiać, w końcu on także jest ocalałym, ale... mógł chcieć iść w zupełnie inne miejsce. Rozglądałam się uważnie dookoła chłonąc otaczający nas krajobraz, świeże rześkie powietrze. Nie ukrywam, że liczyłam wcześniej na to, że obudzimy się w jakimś mieście, może w jakiejś klinice czy coś. Nie spodziewałam się takiej... wiochy.
- Trochę tu... pusto - mruknęłam przytłoczona tym wszystkim. Odetchnęłam głęboko czując jak coraz bardziej chce mi się pić. - Nie masz przy sobie wody do picia, prawda? Nie wiem czy dojdę do rzeki, jest tak daleko, a ja... chyba nie dam rady... - Zatrzymaliśmy się a ja poszłam usiąść na wystającym z ziemi głazie. - Co to w ogóle za miejsce? Gdzie jesteśmy? Ile spaliśmy... - Byłam bliska załamania się, ale opanowałam się w ostatniej chwili. - Nie, nie można się poddać. Przeżyliśmy i to jest najważniejsze. Tutaj też muszą być jacyś ludzie, ktoś na pewno ocalał.
Popatrzyłam na towarzyszącego mi chłopaka, on z kolei nie wyglądał na przejętego, raczej miał pogodny uśmiech na ustach i bacznie wszystko obserwował. Chciałam odezwać się do mojego towarzysza, jakoś zagaić rozmowę, ale moją uwagę odwróciła para zbliżających się w naszą stronę dwoje ludzi. Aż stanęłam na równe nogi powoli, prostując plecy. Nie wyglądali na niebezpiecznych, ale kto wie co może na nas czyhać w tym nowym, tajemniczym jak dotąd dla mnie świecie. Stanęłam przed Aurielem, jakoś tak odruchowo to zrobiłam chyba już kolejny raz. Nie mam pojęcia co to u mnie za dziwny odruch, jednakże czuję potrzebę ochronienia go przed niebezpieczeństwem.
- Jeśli będą niebezpieczni to uciekaj, będę zaraz za tobą - mruknęłam do niego cicho. Odetchnęłam głębiej odsuwając od siebie niepokój. Przywołałam wyraz spokoju na twarzy. Złapałam Auriela za rękę uśmiechając się do niego delikatnie, uspokajająco. - Witajcie, jesteśmy... jesteśmy ocalonymi z katastrofy, dopiero co się przebudziliśmy i nie wiemy dokąd iść.
- Ocaleńcy?! - zawołał jeden z dwójki. - Czy to możliwie..? - spojrzeli po sobie nawzajem. - Chodźcie z nami do naszej wioski, prędko.
Cofnęłam się nieco zbyt gwałtownie i wpadając na chłopaka za sobą kiedy dwaj przybyli ruszyli nagle w naszym kierunku i wyciągnęli ręce. Zapewnili nas, że nie musimy się ich obawiać, że od stuleci czekali na to, aż ktoś wreszcie się obudzi, i że to dla nich wspaniała, radosna nowina. Mówili trochę niezrozumiale, jakby nieco zmienionym językiem, przez co musiałam porządnie się wsłuchać co do nas mówią.
W drodze do ich wioski poczułam, że jestem już naprawdę odwodniona, a w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie i gdybym nie złapała się mocniej Auriela to bym upadła.

- Wody... - mruknęłam niemal błagalnie.


Auriel? 

Komentarze