Od Aureliena do Naerii
Pośród widocznie budzących się z dziwnych, podłużnych kapsułek, wyróżniło się wiele osób o naprawdę dziwnych momentami wyglądach. Białowłosy oglądał każdego człowieka, który albo wypadał z tego czegoś, albo wychodził jak gdyby nigdy nic. Czy ktokolwiek wiedział co się dzieje? No szczerze niezbyt mu się to wydawało możliwe. Ludzi było łatwo odczytać i nie umknęło mu ich zagubienie w oczach i ten strach przed nieznanym. Aurelien stał przed wyjściem z pomieszczenia, mając dłonie w kieszeniach, cóż, poczeka, może ktoś wyda mu się na tyle godzien, aby się odezwać. Ten nie, strasznie wystraszony, ta wyglądała jak przerażony kot, kolejna jak wystraszona wiewiórka. Gdyby nie fakt, że sam czuł się nie tyle co wystraszony, ale bardziej zagubiony, wyzywałby ich w myślach, a nie mówił miłe słówka. Mruknął cicho, kiedy zauważył, że wyszła jakaś dziewczyna z włosami kolorowymi jak papuga. Zaśmiał się w myślach, zastanawiał się, czy to papużka nierozłączka, czy co. Aurelien stanął nagle przed dziewczyną, całkowicie zasłaniając ją sobą, a jego cień zakrył ją całą. Był o wiele, ale to o wiele wyższy od niej.
- Aurelien jestem... - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. - Więc, tak, jest tu ktoś. A ty? Kim jesteś? I czy tu jesteś czy odpłynęłaś? - zapytał.
Z jego twarzy nie znikał ten nieco przerażający uśmiech. Przez to, że był wyższy, nieco się schylił, aby było jej łatwiej widzieć twarz rozmówcy. No bo przecież, ciągle uważał siebie za przystojnego faceta. Białe włosy, mocno intensywne, niebieskie oczy, taki pociągający zarościk na twarzy? Kto by takiego nie chciał za towarzysza. Prychnął w myślach na to, co przez nie przeszło.
<Naeria? :3>
Komentarze
Prześlij komentarz