Od Aureliena do Naerii
Kiedy dziewczyna zatrzymała go, rozejrzał się uważnie. Pochwycił większy kijek, jaki znalazł w okolicy. No może i się nie znają, ale wiedział, że jako facet ma w obowiązku obronić kobietę. Może i była w stanie zrobić to sama, ale on sam wierzył, że zadaniem mężczyzn jest bronić przeciwną płeć przed złem. Stanął przed nią, gdy krzaki niedaleko nich się poruszyły. Wytężył nieco zmęczone oczy, aby może wyłapać, jak duże jest stworzenie. Już mógł śmiało stwierdzić, to coś było sporych rozmiarów, było ciężkie, jednak nie skakało na nich, co mogło oznaczać, że nie było też bardzo agresywne.
Po chwili ujrzeli to, co ich tak przerażało. Wpierw z krzaka wyłonił się jaszczurzy łeb, a za nim kocie,
- Cholera... - szepnął.
Jednak ta mała dywersja pozwoliła mu wydostać się spod zwierzęcia. Mimo krwawiącej ręki, wziął innego kijka, znacznie mniejszego, ale nadal grubego. Uderzył nim kilka razy łeb potwora, a ten zasyczał, uciekając z powrotem w ciemną puszczę.
- Osz ty kurwa... - powiedział, odsuwając się.
<Naeria?>

Komentarze
Prześlij komentarz