Od Aureliena do Naerii
Aurelien był zaskoczony, że chciała iść bez niego. I co on biedny by począł, gdyby został sam. O nie, nie miał zamiaru użerać się samodzielnie z tymi nowościami. Kiedy ta ruszyła przed siebie, od razu dołączył do niej. Dłonie miał w kieszeniach błękitnej bluzy i z uśmiechem na twarzy kroczył za nią jak cień. Mogło się jej to nie spodobać, ale czy się tym przejął? Nie. Bo on był tym, co decyduje. Nikt inny nie miał tej samej roli co on. On był najważniejszy, bo tak tarot mówił. I taką rolę mu przypisano. Sąd Ostateczny. Bez znaczenia co się działo, pamiętał, że od zawsze nim był, teraz zapewne nie było inaczej.
Las był specyficzny, powietrze jakie tutaj się unosiło, było raczej wilgotne, przez co białowłosy mruknął. Nie przepadał za takimi klimatami, no ale kto wie, może tutaj będzie inaczej? Może ten teren różni się od tego, którego on sam znał.
- W sumie, co jak się zgubimy? Pomyślałaś o tym, króliczku? - zapytał ją, jak zawsze, z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Widocznie dziewczynie nie spodobało się to, jak do niej mówił, jednak ten lubił się drażnić. Tym bardziej, że oburzone niewiasty często były urocze. Zachichotał, pochylając się lekko, aby być bardziej wzrostu dziewczyny.
- Masz szczęście, że mam dobrą orientację w terenie, króliczku. Jak się zgubimy, znajdę z łatwością drogę powrotną. - dodał jeszcze.
Nie wiedząc czemu, jak z nią tak spacerował, poczuł okropne deja vu... Ale dlaczego? Nie wiedział. Powoli wchodzili coraz głębiej, a las jakby gęstniał z każdym krokiem. Wszystko zdawało się być... Żywe. Dziwne uczucie. Szczególnie, że Aurelien czuł się tak, jakby ktoś ich obserwował. Nie należało to do przyjemnych.
- Też masz wrażenie, że ktoś tutaj jest? - mruknął cicho do niej.
<Naeria?>
Komentarze
Prześlij komentarz