Od Auriel do Mira'Ny "Wspólny początek."

 - Morela? - Zainteresowałem się i wziąłem jeden z tych owoców. Obrałem go tak jak wcześniej nam mówili i spróbowałem. - Faktycznie! Choć smak choć trochę słodszy… choć nie do końca… - Starałem się znaleźć odpowiednie słowa, ale ciężko to było w słowach odpisać.

- Cóż, na przestrzeni lat na pewno smaki owoców też mocno się zmieniły. Jest sporo takich które ciężko opisać jakimś okólnikiem. - Powiedział starszy z braci, chyba widząc że mi zaraz mózg się przegrzeje.
- Prawdopodobnie masz rację… - Powiedziałem w końcu dając za wygraną i wzdychając ciężko. - To znaczy że czeka mnie odkrywanie tylu nowych smaków! - Od razu wróciła mi energia, kiedy pomyślałem o tych wszystkich możliwościach. Tyle nowych smaków, tyle nowych soków! Na pewno też mają jakieś sposoby by jeszcze bardziej wzbogacić walory smakowe, więc jest tego więcej niż by się mogło wydawać. Szkoda że w tym świecie najpewniej nie ma lodów… tak bardzo chciałbym spróbować tych wszystkich możliwych kombinacji w połączeniu z lodami! Im dłużej o tym myślę tym bardziej dołujące to jest…
- Jesteś strasznie energiczną osobą co? W ciągu paru sekund przeszłaś tyle zmian nastrojów, że to na swój sposób aż imponujące.
- Cóż, nie wiem czy to był komplement, ale nie mogę się nie zgodzić. - Powiedziałem trochę speszony tym że tak wyraźnie było widać wszystkie moje myśli.
- Te twoje antenki też są świetne. Zwłaszcza że reagują na twoje emocje, co uważam świetnie do ciebie pasuje. - Wręcz odruchowo złapałem się za swoje “antenki”.
- To zawstydzające… - Powiedziałem i wręcz poczułem jak się robię czerwony na twarzy, a śmiech trzech osób który pojawił się chwilę później wcale mi nie pomógł. To naprawdę było zawstydzające!
- Możecie nas odprowadzić prosto do wioski? - Spróbowałem zmienić, temat, choć dalej czułem że jestem czerwony na twarzy. - Swoją drogą, co wy tu robicie?
- W sumie to nic ważnego. Wyszliśmy się przejść, pozwiedzać, może pozbierać trochę zasobów. No i zbadać okolicę. Mimo że na świecie panuje pokój, nie znaczy to że możemy sobie pozwolić na całkowite odrzucenie czujności. Nie wiadomo co to komu strzeli do głowy. - Westchnął pod koniec zdania. Zapewne spotkał się już z przypadkiem, gdzie ktoś chciał udowodnić swoje racje siłowo.
- Przemoc to cecha istot rozumnych. - Powiedziałem cicho. Usłyszałem to dawno temu w laboratorium i choć starałem się odszukać jakieś inne rozwiązanie, ostatecznie nie mogłem się z nim nie zgodzić. W naszym starym świecie było tyle różnych kultur, wierzeń i ras, a mimo to w każdej z nich była obecna przemoc. - Z drugiej strony chęć pomagania sobie nawzajem, niezależnie od warunków to też nasza cecha. - Powiedziałem by jakoś polepszyć atmosferę, choć nie była to do końca prawda, to na pewno nie było to kłamstwo.
- Hahaha! Nie mogę się z tym nie zgodzić. - Powiedział już w lepszym nastroju starszy z braci. - Dobra, Gibal, zbierz i zapakuj owoce. Będziemy się zbierać. Nie macie nic przeciwko? - Oboje pokręciliśmy głowami. - Dobrze, a więc w drogę.
Jak zostało powiedziane, tak też zrobiliśmy i cała nasza czwórka ruszyła w drogę. Dość szybko jednak pojawił się problem.
- Daleko to my w ten sposób nie zajdziemy. - Powiedział najstarszy, nie wiedząc czy powinien się śmiać czy nie. W czym dokładnie był problem? A w tym że skoro nie było tu rozwiniętego transportu, czy logistyki, nie było też drug, większych czy mniejszych. Cały czas szliśmy przez większe, lub mniejsze zarośla, gdzie obie te grupy z moim wzrostem i kondycją fizyczną były prawdziwym wyzwaniem. Wszyscy musieli na mnie czekać, mimo tego że co chwila dostawałem od kogoś pomoc. To i tak nie trwało długo, bo szybko się zmęczyłem więc moje tempo jeszcze bardziej spadło, aż w końcu odezwał się właśnie… dalej nie wiem jak ma na imię… muszę to nadrobić! Jak będzie do tego lepsza okazja, bo na razie to ciężko było mi złapać oddech… To takie frustrujące, że gdybym miał siłę to na pewno w jakiś sposób bym to pokazał! Fakty są jednak takie że byłem mocno zmęczony, a przez to że Mira musiała mi pomagać, ona też się męczyła szybciej niż powinna… to jeszcze bardziej mnie zdołowało. Wypieranie się jednak swoich słabości nie było w mojej naturze i już chciałem poprosić o przerwę, ale nagle poczułem że wznoszę się w górę. Okazało się że to właśnie “najstarszy” mnie złapał jedną ręką i bez problemu poradził sobie mnie “na barana”.
- Tak będzie znacznie szybciej. - Powiedział ze śmiechem. - Wygodnie ci panienko?
- T-tak, jest bardzo wygodnie, ale nie jestem za… To głupie pytanie prawda… Eh. - Nie muszę pytać. Pewnie nawet nie zauważył mojej wagi. - Przepraszam za kłopot…
- Nie masz za co przepraszać. Każdy ma swoje mocne i słabe strony, a nasze to siła więc powinniśmy z niej korzystać jak tylko możemy, haha!
- Powinienem ciebie też wziąć? - Zapytał młodszy, Gibral Miry. Niósł wielki, bo prawie tak duży jak ja, worek owoców, ale sądzę że bez problemu mógłby wziąć Mirę na jedno ramię a worek mieć na drugim.
- Nie, dziękuję. - Powiedziała z lekkim uśmiechem. - Doceniam to, ale po tak długim czasie chce się trochę poruszać na własnych nogach. Jeśli faktycznie będę potrzebować pomocy, poproszę, dobrze?
- Jasne. - Uśmiechnął się. - A więc chodźmy~! - A to podobno mnie rozpiera energia… Jednak nasza mała kompania ruszyła ponownie w drogę.

Komentarze