Od Aureliena do Naerii i Vittori
Aurelien wpatrywał się podejrzliwie w dziewczynę, która rzuciła się na pomoc dla nich. Poradziliby sobie bez niej. Prychnął cicho, a potem uniósł brew. Ale dlaczego miałby nie wykorzystać okazji i się nie zapoznać z dziewczyną. Może kiedyś się mu przyda. Podał jej dłoń, póki co trzymając Naerię na odległość. Nie wyglądała na zdolną do ewentualnej walki, co nie znaczyło, że całkowicie wykluczał jej siłę. Sam też teraz nie czuł się szczególnie na sile, gdyż rana po zadrapaniu przez jaszczuropodobnego bardzo bolała i dość intensywnie krwawiła. Białowłosy złapał miejsce, gdzie powoli zaczęła sączyć się krew przez materiał i wyszczerzył się.
- Dzięki za pomoc, ale jak widziałaś, po tym, jak ten potwór dostał po łbie, uciekł. Aurelien jestem. - powiedział. - Podałbym dłoń, ale nie specjalnie byłoby to higieniczne, gdybym teraz ciebie uwalił. - dodał, wskazując głową na ranę.
Rozejrzał się, a potem mruknął niezadowolony. W pobliżu zauważył długi liść, którym myślał, że będzie mógł zacisnąć ranę. Próba jednak skończyła się przerwaniem liścia. Rzucił nim o ziemię wściekły.
- Kurwa. - warknął, ale szybko się uśmiechnął, aby odepchnąć niemiłe uczucie złości.
Krew jednak powoli spływała na trawę. Jak będą tak stali jak kołki, inne zwierzęta na pewno się tutaj zbiegną i mogą nie być tak łatwe do pokonania, jak tamten jaszczur...
<Naeria? Vittoria?>
Komentarze
Prześlij komentarz